Patrząc w ciemność.

1/2

Stała na samym szczycie, kurczowo zaciskając dłonie na zimnej, stalowej barierce. Metal dotkliwie doświadczony przez wodę morską i wiatr, prawie w całości pokrył się rudawą, niemal czarną rdzą.

Serce biło jej jak oszalałe. Wokół panowała zupełna ciemność. Wpatrywała się w nią, jak w ogromne ślepia przeraźliwej bestii, która szczerzyła kły skupiając się właśnie na niej, małej drobnej istocie na bezmiarze bezkresnego oceanu.

W uszach słyszała przytłaczający ryk rozszalałego żywiołu. Na ustach zbierały się drobinki soli, które mimowolnie zlizywała co kilka sekund. Latarnia została zbudowana na niewielkiej wysepce nieśmiało wystającej ponad powierzchnię wody. Dookoła nie było zupełnie nic oprócz fal i ciemności.

Cały ten bezmiar oceanu, jego siła i wściekłość nie była wstanie jej skrzywdzić. Wystarczy że, odwróci się na pięcie i zrobi krok, zatrzaśnie za sobą ciężkie, stalowe drzwi które stłumią huk fal i szaleńczy wiatr.

We wnętrzu nie było dużo miejsca. Stół, proste drewniane krzesła, regał z książkami których strony pachniały starą farbą drukarską, staromodna drewniana komoda, z porcelanową zastawą schowaną za przeszklonymi drzwiczkami. Na blacie stała puszka z kawą i stalowa kawiarka, obok przy ścianie skrzynka z zakurzonymi butelkami czerwonego wina.

Pod wisząca z pod sufitu lampą naftową znajdował się staromodny gramofon odtwarzał płytę winylowa z jednym utworem, wypełniając wnętrze dźwiękami La vie en rose Édith Piaf, nawet odgłos rozszalałego oceanu nie był wstanie go zagłuszyć.

Fale uderzyły w latarnię z taką siłą, że ze spoin ceglanego sufitu posypał się pył, a podwieszona pod sufitem lampa naftowa zakołysała się. Nikłe cienie zadrżały na ścianach w niespokojnym tańcu. Położyła się na łóżku, obok na szafeczce nocnej leżała Biblia w czarnej, skórzanej oprawie. Pogładziła ją palcami, w duchu w modlitwie prosząc Boga o opiekę i uciszenie fal i ryku wiatru.

Zamknęła oczy. Poczuła w sercu ciepło i pewność, że była bezpieczna. Wicher, ciemności, chłód, ani siła fal nie były wstanie jej dosięgnąć. Była bezpieczna.

Jeszcze raz poprosila Boga w niemej modlitwie o opiekę i uciszenie burzy, tak jak przerażeni apostolowie bojący się o swoje życie prosili Jezusa w Ewangelii.

Otworzyła oczy, nie było słychać już nic tylko wibrujący głos Edith Piaf. Burza momentalnie ustała. Była bezpieczna.

Write Comment...

Name

Email